|
Zakładki:
Odniesienia
|
czwartek, 28 grudnia 2006
Jeszcze mogę
No, niezły był dzień 1. Zrobiłem coś czego dawno nie robiłem. 2. Nie było dużo gorzej niż ostatnim razem. 3. Bardzo mi się podobało znów i pewnie to powtórzę.
Mianowicie, byłem zimą w tatrach. Wrzuce jakieś foto. Słoneczko, wiatr we pysk igłami lodu trzaska, przestrzenie, papierochy, wóda i pieprzny humorek. Trzeba jechać formę i się odegrać na włosko-francuskiej granicy.
wtorek, 26 grudnia 2006
Nowy sponsor
Z niekłamaną przyjemności, jak i właściwie zaszczytem oznajmiam, że kolejnym po Żubrze sponsorem szambotaka zostaje swojska i znana ogólnie Polopiryna (bez S). Ersatz w pełni funkcjonalny tzw. aspiryny bayerowskiej. W kontekście trzymającej zimy i długich wieczorów, a także sylwestra powinniśmy wszyscy się sponsorowi odwdzięczyć. Zalecam jedną w trakcie i dwie zaraz po. Dużo wody i rano nawet obleci. Is it any wonder i feel tired? Is it any wonder that I feel uptight?
Och!
Wyspałem się festownie. Pogoda jak w marcu, dzień się wydłuża, niedługo wolny weekend (mają niektórzy ha ha). Nie jest tak źle jak wczoraj. Mother poszedł do pracy pierwszy raz po przerwie, ja się chyba spakuję i pojadę przegonić gdzieś Cliosa (na CPN? benzyna 3.39 PLN!). Bankowa M. coś mówiła żebym wpadł...Mhm no, w ostateczności, why not? Choć wiadomo o co chodzi i bez czego nie podchodź i że bez sensu. No cóż cytując klasyków - życie chłoszcze.
poniedziałek, 25 grudnia 2006
Nerwica
Ech no... żeby w Wigilię jechać o 22 umyć samochód na Shella z J. to trzeba naprawde być zlaicyzowanym jak Michnik ;). A na serio: obserwuję totalny upadek, w właściwie odkłamanie przeżywania ŚBN. Wiem, że są osoby które potrafią, które autentycznie i naprawdę, które to bierze, ale... Stwierdzam że są to dni, na które czekałem tylko jak na wolne od pracy, o tyle gorsze od normalnych przechlanych sobót, że wszyscy współtowarzysze narzekań na kurwiska i szarość spania i pracy wyjechali do rodzin swoich bądź do innych rodzin. I tak się budzę rano i sprawdzam czy nie zaspałem, i tak wydaje mi się, że nie poszedłem do pracy jak o 10 jestem w domu, i tak mam poczucie że w środę muszę dostać jakiś opierdol chociaż nie bardzo pamiętam za co. Z plusów - szambotak zamknięty - ergo od codziennych problemów odpada mi kac i poczucie rozpierdalania sobie życia osobistego. He he - tak to pesymistyczno ŚBN'owy wrzut.
...sylwester... Odbędzie się w szambo.. a jakże. Koszt 95 full service. Marcin D. oczywiście pełna banicja - ucieka się w północne regiony Polski podlewać plastikowe kwiaty. Co kto lubi. Najlepszy dialog o sylwestrze: - będą jakieś dziewuchy? tak z jedna na trzech? - może beda! - zajebiscie! - To oczywiście ja z R. (newest link w zakładkach to jego fotoblog). W ogóle klub dżentelmenów szambotak gości nas ostatnio w prężnym, szerokim składzi. Przy czym ja się łapie tylko pod drugie określenie, ostatnio moja pręźność na spotkaniu opłatkowym skończyła się na wysokości miedzianej towarzyszki. Mark dziękuje za odwiezienie, a Tacie B. za udostępnienie spania. Byłem bardzo przemęczony tyraniem. ...work... No właśnie, w worze jadę ostro - nie wiem właściwie ile sobie tych nadgodzin wpisać, ale czuej że muszę ustawowego maksa i to pozwoli mi wyjść z najmniejszym poczuciem bycia wychujanym przez korporację. Braki uzupełniam ale z oporami, jedną zawodniczkę mam w szpitalu. Niech jej szybko zdrowie wróci - oczywiście myślę tak nie tylko dlatego że jej absencja daje mi ostro po dupie. Jestem w końcu na pewno przeważnie raczej dobrym człowiekiem. He he. ...posucha... Państwo posłucha jaka posucha: - Co robisz? - Siedzę i patrzę na swoją samotność. - Aaa..y..yyy czy Twoja samotność ma może ze 164 cm i 50 kg wagi? - No, hehehe, 50 kg to taka fajna samotność hehe 70 C? - Nie no może być B, Bc - He he - Ha ha To nie z polskiego filmu, chociaż pewnie w pamiętnej "Klęsce" zmieściłoby sie gdzieś. (oczywiście przed wysadzeniem mostu) ...mój pełzający rasizm... Padłem ofiarą prowokacji czego owocem jest to że mam na koncie w stronie czynnej pierwszy incydent na tle narodowościowym. Jest mi źle (może dlatego że byłem w pracy...?). Anyway ronda mogilskiego już nie będę nazywał Rondem im. Przyjaźni Polsko - Tureckiej. ... Bruce Willis... Nie przyjdzie do nas w Szklanej Pułapce. Płacze o tym któryś z redaktorów w gazecie wybuchowej. Przyjedzie za to do Texasu i na naszych ekranach grać najtwardszego z tych, co mają resztki poczucia zła mniejszego i większego (to jakieś post-sumienie, są na ten temat lewackie książki!). Ostatni sprawiedliwy to mało wzruszająca opowieść którą świetnie ogląda się przy wódzie i z kolegami. Akurat puścili to w czasie pasterki i stwierdzam że to jest niezłe zamiast. ...który raz...? Zapowiadam utrzymanie ciągłości pisarskiej, ale kurwa no wiatry w oczach. Wysokie zagrożenie stresem i ubóstwo czasowe w tygodniu... Zresztą nie bede sie tłuamczył. Najgorsze jest to że czas który mi wpada jako wolny powoduje mi większą rozdartą sosnę niż gdy jestem zajęty na styk.
poniedziałek, 11 grudnia 2006
Zimowe poranki...
..czyli bez kija nie podchodź. Kaloryfery suszą powietrze aż do bólu (gardła); ale jakżesz je zakręcić gdy człek ciepło lubi? 6:46 na osi, za godzinę muszę wyjść do tyry. I posiedzieć w niej do 22:00. Boli.
niedziela, 10 grudnia 2006
Szmatan
Mamy nowego szeryfa i nazywa się Szmatan. Szmatan się świetnie komponuje z szambotak, szkurwamać, szpiwko, szdrugie i szpall malle proszę. weekend W tym tygodniu było bardzo elastycznie, ciągnął się mi koniec tygodnia już od środy kiedy to z D. i z B. i z S. zwiedziliśmy nawet Mańkową Decafencje. Echa środowego wyjścia są takie że nie byłem na koncercie Crasnalsów (chłopaki już mnie mają od dawna za chuja a ja im ciągle wciskam nowe dowody), a nie byłem bo był pewien ustawiony meeting, któy zresztą uważam za udany i do powtórzenia. HE he. Nie spałem w domu od dwóch dni a w ciągu ostatniej doby znacznie poszerzyłem wiedzę o otaczającym świecie, oczywiście w najciekawszej dla chłopców materii - na przykładach obcych i własnych. Ech... :) dmuchany syn Do dnia Matki (przypominam chłopcy - 26 V) jeszcze daleko, ale skoro jest dobra idea to czemu nie? D. zaproponował super wynalazek dla mam synów kochająych piwko i siedzenie nad popielnicą z kurwamaciami na ustach: dmuchany syn do kuchni. Pozycja przedobiadowa, uśmiech mamo jesteś kochana i porządny wygląd. Zawsze to jakaś pamiątka po straconym dwudzietoparolatku przepieprzającym wypłatę w lokalach, który w domu tylko pierze skarpety i przenoszone po weekendzie koszule. wisła kraków Wisełka w środę walczy o wyjście z fazy grupowej pucharu UEFA. Gramy na rotterdamskim De Kuip z tamtejszym Feyenoordem. To już nie taka sama firma jak parę lat temu kiedy wraz z PSV i Ajaxem tłukła się o 1. miejsce w Eredivisie, ale nie można nic olać. Szansa jest jak z niebios bo do tej pory z 4 punktami wyszła tylko jedna ekipa, wystarczy nam remis ale trzeba zagrać na zajebanie mocno. Środa 20:00 szambotak. Ja robie rezerwę na 20 osób - powinno styknąć. szpinak Jest dobry i zdrowy chociaż optycznie po i przed jedzeniem wygląda bardzo podobnie :) Bochen lubi szpinak, ja też lubię szpinak i jak się okazuje S. też lubi szpinak. So - lubimy szpinak. the szmatan's song szmatani szmatani siedzą... dużo piją, mało jedzą czasem jakaś chińska zupka z niemytego dawno kubka czasem jakiś kabanosik od święta czosnkowy sosik a na codzień, dla kurażu nic nie tracą na woltażu piwko, wóda, likier, kwas na to chłopcy mają czas tylko czasem, kiedy z ranka głowa spada na kolanka myślą że im bokiem wyjdzie kiedy co do czego przyjdzie marzą wtedy by z kochaną choćby nawet używaną zażyć troszkę spokojności nawet wchodząc w zazyłości ale kiedy wieczór ciemny myślą już tylko o jednym by na miedzi, na hokerze znowu się najebać szczerze...
poniedziałek, 04 grudnia 2006
Intruzja dygresji
Na galerii w dzień powszedni... Wałęsa się zawsze w zasięgu wzroku para takich kozaczków, z taką wkłądką upłaszczykowaną że aj waj. Lekka zima i brak śniegu (so far i daj Boże jak najdłużej) zaowocowały tym, że jesienne wdzianka przyprawione fikuśną czapeczką są bardzo w użyciu. I jest bardzo ładnie-prosta, sportowa elegancja, wspomniane kozaczki, dżinsy opięte na okrągłych dupeczkach. Wysokość stopnia na ruchomych schodach jest dobrana optymalnie ku odpowiedniemu docenieniu zalet wysoko ciętych kurteczek. Ale są i inne cuda. Twarze tych cudów, stworzone na marnych oryginałach przy użyciu kosmetyków, uśmiechają się zalotnie albo nie albo nijak (czyli tak jak do krzywych nóg innych wałęsających się po galerii). Ich piękni towarzysze w bluzach z nojka albo w skórach założonych do farmerskich przeszywanych dżinsiorów chodzą załańcuchowani od jednej gastronomii do drugiej. Są i trzecie, bez zarzutu noszące oczy ponad linią najdalszych sklepowych wystaw, ze swoimi ogierami, którzy w torbach mają zaświadczenia o zarobkach z kwotami netto słownie mieszczącymi się w trzech linijkach. Oj tak tacy też są.
A w tym wszystkim: ja z D. pijemy bez napiwków kawę w przybytku gdzie można palić petona (warunek konieczny) i ja się ślinie i D. się ślini. Się ślinimy - piękny kuc blond podaje mi kawę, piękny ciemny lok podaję D. kawę. Pijemy tę kawę i ślinimy się. Wrócimy w środę?
Zlewozmywczo
Szkoła falenicka a szkoła otwocka Szkoła falenicka mówi, że szukanie nowej pracy należy rozpocząć od rzucenia poprzedniej, co zmobilizuje nas do bezwzględnej walki o kolejne dobrze płatne, luksusowe (a jakże!), prestiżowe i cieszące się estymą stanowisko. Szkoła otwocka zaś twierdzi, że zmianę lepiej zacząć od znalezienia nowej pracy pozostając w komforcie cichej i potulnej wysługi u dotychczasowego pracodawcy. Niezależnie od szkoły, obydwie kładą nacisk na zmiany, być może taki właśnie czas nadszedł - zmienia się rok, zmienia się wiek, zmieniają się pryncypia to i pracobiorca się może zmienić. Tak tak, pracobiorca, ponieważ ja sprzedaję swoją pracę, którą ktoś bierze za pieniądze. By rozwiać wątpliwości - ja, adekwatnie, jestem pracodawcą. D. spotyka się z jakąś Mordownią-OI, dziewczyna pije 16 piwek, śpiewa sobie HONOR i w ogóle. No zobaczymy co z tego będzie, he he he. part five! Tolek wstał od stolika nic nie mówiąc. Nie żeby mu się nie spodobało to, że dziewczyna wyraźnie ma może nie tyle smaka co chęci i możliwość na zabawę. Po prostu zachciało mu się troszkę szczać. Nie bardzo wiedział co powiedzieć, więc rzucił tylko że zaraz wraca (miał powiedzieć "idę sprawdzić czy rowery stoją" ale bał się że dziewczyna nie zrozumie o co chodzi, a niczego tak nie lubił jak tłumaczenia głupich żartów po dwa razy. I to osobie której chciałby zadać parę ciosów swoim dzirytem.) W czasie jak Tolek idzie do toalety możemy spojrzeć lekko w jego banalną przeszłość... Tu mam zgryzkę bo niektórzy mówią, że Tolek jest do mnie podobny a z kolei nie chcę się tu wywnętrzać - więc może zaglądnijmy w umysł pozostałej przy stoliku, niewiernie uroczej Maji!
poniedziałek, 27 listopada 2006
Marketingowo
one side: Dlaczego każda moja koleżanka z pracy musi mieć coś z H&M? Dlaczego najważniejsze maile utykają gdzieś, gubią załączniki i najbardziej lubią przychodzić zaraz po moim wyjściu do domu? and the other one: Jednak jestem fuksiarzem :) Podczas absolutnej oddziałowej porannej pustki miała mnie nawiedzić kontrola z <fioletowe falbany> Centrali </fioletowe falbany> i akurat się zrobiła kolejeczka jak przyszli. Perfect timing - jak u Małysza (copyrajtki Krzysiu Miklas). Dzisiaj w szambo jest cinema evening... Tak czytam dzisiejszy duży format, tak słucham różnych tych swoich kolegów i tak patrzę i widze i zastanawiam się, czy czasem Tolek nie powinien wstać i wyjść, albo chociaż wstać i iść do baru na krupnik a nie siedzieć z tą Mają całą bo ja go okropnie skrzywdzę (taki jest plan), ale chyba ku przestrodze jeszcze troche z nią poromansuje.(Bo smaka ma strasznego i czuje że teren jest do zdobycia - kunktatorski z niego typek!) |